Instagram did not return any images.

Dlaczego 30 uśmiechów?

Kiedyś w komunikacji miejskiej zrobiłam test.

W zasadzie nie kierowało mną nic innego jak dobry humor i kontynuacja rzuconej wtedy w odmęty Twittera akcji z hasztagiem #bądźdobry. Jak na osobę z niezbyt dużym wpływem na wirtualną rzeczywistość miałam powód do radości z zasięgów.

Przez kilka dni sporo osób podchwyciło pomysł i używając wspomnianego hasztagu postanowiło zalać internet pod szyldem niebieskiego ptaka dobrym słowem. Prosta sprawa – zrobiłeś coś dobrego, ktoś zrobił coś dobrego dla Ciebie, byłeś świadkiem czynionego dobra – podziel się i dodaj hasztag – niech w zalewie badziewnych informacji i hejtu przebije się promyk słońca i rozpromieni czyjś dzień. Sama też twittowałam.

Pozytywny wynik jeszcze lepiej nastroił mnie na dalszy ciąg dnia. Z resztą umówmy się – czy szczery uśmiech może inaczej nastrajać? W tej sekundzie wiesz, że jesteś ważny dla tej osoby, która właśnie obdarzyła Cię uśmiechem, a ona jest ważna dla Ciebie. Nie jest istotne czy się znacie, czy wiecie o sobie cokolwiek, ważne jest tylko to, że patrzysz na tego konkretnego człowieka z miłością. Życzysz mu dobrze.

Ktoś zapytał mnie czemu tych uśmiechów było akurat 30? W tamtym momencie chyba nie miałam na to sensownego wytłumaczenia. Lubię liczbę 3, ale trzy to tak jakoś za mało na wiarygodnie udokumentowany eksperyment, więc padło na 30. Teraz widzę, że zdecydowanie może mieć to większy sens. Ktoś powie przypadek, a ja powiem – nie ma przypadków, są tylko rzeczy, które zaczynamy rozumieć i które odkrywamy po czasie.

Wtedy nie planowałam, że kiedykolwiek będę pisać bloga, w zasadzie nie planowałam większości rzeczy, które przyniósł mi 2018 rok. Każdy dzień przynosił lawinę nowych wyzwań, sytuacji, obowiązków i rzutów na głęboką wodę. Istny maraton bez trzymanki. Miesiąc za miesiącem, a każdy, jakżeby inaczej – po około 30 dni. 30 dni, w których czasem szamotałam się sama ze sobą totalnie nie ogarniając rzeczywistości, stając przed nowym i jeszcze nowszym. Jak więc możliwe, że dziś piszę tego bloga i to z pełnym uśmiechem a ustach? A no właśnie – po czasie zaczęłam dostrzegać, że w tym całym szaleństwie i niezrozumieniu rzeczywistości dostaję uśmiechy.

Od Pana Boga.

Czasem to osoba, czasem sytuacja, słowo. Nie od razu wszystko rozumiałam, często nie doceniałam od razu, ale po czasie widzę, jak wiele dostałam. Jak pięknie mogłam rozwinąć się dzięki Jego prowadzeniu. I o tym chciałabym żeby był ten blog – o Bożych uśmiechach w naszym ludzkim życiu. Ja wciąż uczę się je dostrzegać i odkrywać. Popatrzymy razem?